Arjano Navi Team - Rzeszów

Zastanawiałem się długo, jakie samochody, z którymi miałem styczność, zasługują na umieszczenie w tym dziale. Doszedłem do wniosku, że wyróżnione powinny zostać te auta, które posiadałem, którymi jeździłem dłuższą chwilę, lub które posiadali moi Rodzice i którymi mnie wożono :-) Na pewno samochody, które wywarły piętno na mojej motoryzacyjnej duszy...

Pierwszym rodzinnym czterokołowcem, po jednośladowym skuterze OSA był włoski fiat 500, który został zakupiony przez moich Rodziców w roku 1966. Pierwsze moje zdjęcia dowodzą, że bardzo lubiłem ten pojazd i dawałem się nim wozić wraz ze swoim wózeczkiem do lasu na grzyby. Autko było kupione jako używane, psuło się niemiłosiernie. Każdy dalszy wyjazd związany był z jakąś awarią i holowaniem fiacika do domu.

Autko, gdybym wtedy interesował się już sportem samochodowym, z pewnością wyglądałoby jak wóz po prawej stronie...

      

Po trudnych początkach nastąpił pełny rozkwit - Rodzice zakupili wytwór polskiej myśli motoryzacyjnej - syrenę 105 L. Auto było nowe, jeździło przyzwoicie, cechował je charakterystyczny zapach dwusuwa, który przenikał wszystko i wszystkich. Jak przez mgłę pamiętam duży, polny kamień wożony pomiędzy przednimi siedzeniami. Służył on do wklepywania na swoje miejsce stale wypadającej ze swego jarzma dźwigni biegów, która w tym wozie mocowana była jeszcze przy kierownicy.

Gdybym wtedy już interesował się tuningiem samochodowym wóz mógłby wyglądać jak po prawej.

      

W 1973 r. nastąpił przewrót jakościowy. Rodzina zakupiła bowiem samochód roku: fiata 127 p. Był to jeden z 380 egzemplarzy tego modelu wyprodukowany w Polsce, a odebrany w Polmozbycie w Lublinie. Od tego samochodu zaczyna się mój rozumny kontakt z motoryzacją. Po latach Mama pozwalała mi to auto myć, potem na nim uczyła pierwszych kroków jazdy. To na tym samochodziku nauczyłem się prowadzić auto w wieku lat 13. Wypady "na grzyby" stały się możliwością poprowadzenia tego samochodu po leśnych traktach bez posiadania prawa jazdy. W 1983 roku uprawnienia do kierowania pojazdów uzyskałem zdając egzamin na samochodzie polski fiat 125 p.
Z fiatem 127 p. kojarzą się moje pierwsze starty w rajdach turystycznych i sportowych. Jako członek i zawodnik klubu motorowego "TŁOCZEK" przy WSK Rzeszów uczestniczyłem w wielu doskonale zorganizowanych imprezach i rajdach w trudnych latach osiemdziesiątych. Przy jego pomocy zacząłem odnosić pierwsze sukcesy sportowe.

Fiacika sam naprawiałem, modyfikowałem i gdyby nie czujne oko Mamy z pewnością wyglądałby jak ten po prawej.

      

Początek lat dziewięćdziesiątych to kolejne doświadczenia z doskonalszymi już modelami samochodów. Szczytem marzeń w Polsce tego okresu była radziecka łada. Udało mi się za granicą kupić młodą wersję fińską łady 2105. Po kupnie tego samochodu nauczyłem się, że nie wolno podążać za modą i należy wybierać auto pod siebie, sercem, a nie takie, które chcą mieć wszyscy. Byłem bardzo niezadowolony z tego samochodu. Pomimo doskonałego wyposażenia i bardzo dobrego stanu auto prowadziło się źle, było toporne. Nawet zmiana olbrzymiego koła kierownicy na małą, skórzaną, sportową nie usunęła uczucia, że auto jest archaicznym przeżytkiem techniki. Nie pomógł klasyczny, tylny napęd, nawet myśl o tym, że to mój pierwszy, samodzielnie kupiony samochód. Nie można sie było dłużej męczyć - auto należało sprzedać...

Gdyby pozostało w moich rękach dłużej mogłoby wyglądać jak to po prawej.

      

Uzyskane ze sprzedaży łady fundusze zainwestowałem w używanego volkswagena golfa. Samochód był dokonały, wiążą się z nim bardzo miłe przeżycia. To właśnie podczas jego "panowania" poznałem swoją żonę, urodził nam się syn Miłosz, który bez skrępowania pierwsze kroki stawiał na masce golfa podtrzymywany ręką swej Mamy. Samochód niezawodny technicznie, oszczędny diesel był kompanem naszych wypraw po całej Europie. Posiadałem go w czasie, gdy miałem kilkuletnią przerwę w startach w rajdach. Czas bowiem poświęcałem na studia, poznanie świata a potem zajmowanie się niemowlakami. Auto to nie doświadczyło więc wielu przeżyć rajdowych.

Gdybym wtedy startował w rajdach regularnie z pewnością wyglądałoby jak to po prawej.

      

W końcu nadszedł czas, aby rozstać się z ulubionym golfem. Mocno to rozstanie przeżyłem. Powiększyła się rodzina, urodziła nam się córeczka Agnieszka, pora było kupić większy samochód rodzinny. Wybór padł na forda escorta. Auto zadowalające, jednak wybrany ze względów finansowych mały silnik 1.3 okazał się totalną porażką. Escort jako duży i ciężki samochód nie jeździł tak, jak się tego spodziewałem. Uczestniczyłem kilka razy tym autem w rajdach sportowych, lecz bez większych rezultatów. Pozostały rajdy turystyczne i nawigacyjne, do których ford jeszcze jako tako się nadawał.

Gdybym go szybko nie sprzedał to mógłby po jakimś czasie wyglądać jak ten z prawej.

      

Równolegle jeździłem samochodem należącym do Mamy: peugeotem 106 XN. Bardzo lubiłem to małe autko. Posiadało silnik 1.1, ze względu na swą małą masę było bardzo dynamiczne. Zwrotność peugeota pozwalała uzyskiwać dobre wyniki w rajdach sportowych. Tym samochodem wywalczyliśmy z żoną miejsca mistrzowskie w Pucharze KJS Okręgu Rzeszowskiego. W rajdach nawigacyjnych zostaliśmy mistrzami Okręgu Rzeszowskiego. Mały peugeocik był w stanie wjechać w każdą dróżkę i doprowadzić nas do zwycięstwa.

Wyglądał niepozornie, nawet w rajdowych barwach daleko mu było do tego po prawej stronie.

      

Tuż po spłaceniu kredytu za escorta zamieniłem go na samochód, który stanowił moje wieloletnie marzenie. Kupiłem używaną, srebrną hondę crx. Zamianę 3 letniego escorta na 8 letniego crx-a uważam za doskonałą decyzję. Świat nabrał kolorów, to małe auteczko stało się dla nas odskocznią od codziennego życia. Świetny, mocny silnik, perfekcyjne, twarde zawieszenie pozwalało uczestniczyć z dobrymi wynikami we wszelkich rajdach. To okres rozkwitu naszej rajdowej aktywności. Startując hondą CRX zdobyliśmy tytuły Mistrzów Polski w rajdach turystycznych i wysokie miejsca w rajdach nawigacyjnych i sportowych.

Być może kiedyś przyjdzie czas i będzie miała silnik VTEC o mocy 210 KM, jak w crx-ie kolegi Otto po prawej :-)

      

Po kilku latach okazało się, że honda jest ciut za mała, dzieci zaczęły protestować ze względu na ilość miejsca, należało więc postarać się o większy samochód. Ze względu na to, ze nie mogłem rozstać się z crx-em zakupiony został samochód drugi. Honda pozostała jako auto "just for fun". Ford focus przyciągnął nas niebagatelnym wzornictwem i rajdowym smaczkiem. Ta prawie sportówka z doskonałym zawieszeniem i niezłym silnikiem oraz wystarczającą przestronnością towarzyszy nam obecnie. Jeździmy nim na imprezy turystyczne, nawigacyjne, zloty rodzinne. Sprawuje się bardzo dobrze, jest bezawaryjny.

Może kiedyś zdecyduję się, aby wyglądał jak ten po prawej?

      

Podczas naszych podróży po świecie odkryliśmy przyjemność we wjeżdżaniu w drogi boczne, często słabo przejezdne, na kórych końcu czaiły się zapomniane uroczyska, ruiny budowli, stare, opuszczone cmentarze lub po prostu widoki. Trudno było dojechać tam naszymi plaskaczami. Samochody niszczyły się, rysowały podwozie, topiły w błotach, potrzebny był wóz, który nie ulegnie... Po ponad 2 latach poszukiwań, sprawdzeniu kilkudziesięciu różnych aut terenowych zdecydowałem się na amerykański wyrób jeepa cherokee. Gdy go ujrzałem po raz pierwszy na zdjęciu dołączonym do e-maila, zakochałem się w nim. Śnił się po nocach, nie dawał wytchnienia w dzień. Po długich negocjacjach przeszedł w moje ręce. Stał się naszą przepustką do wolności. Mocny, 4 litrowy silnik, podniesione zawieszenie, olbrzymie koła, wyciągarka, bagażnik wyprawowy i mnóstwo dodatkowego wyposażenia terenowego pozwala na nieliczenie się ze stanem dróg. Ochrzczony został imieniem Kirył.

Dobrze, że został mocno "zmotany", na początku bowiem wyglądał tak, jak na zdjęciu po prawej.

      




Jaki będzie kolejny samochód ? Kto to wie... Jest wiele aut, które mi się podobają. Samochodów z duszą. Najchętniej zakupiłbym je wszystkie i postawił w przestronnym garażu. A potem używał w zależności od okoliczności... :-)




powrót do strony głównej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła