Arjano Navi Team - Rzeszów

Tym razem celem naszej wyprawy są źródła Sanu, znajdujące się w tzw. Bieszczadzkim Worku. Jedziemy najwyższym odcinkiem doliny Sanu, przez pola, łąki i sady nieistniejących już dzisiaj wsi. Jedziemy drogą, która jeszcze do niedawna była dostępna tylko dla wybranych. Przez Muczne, gdzie na polanie mijamy dawny ośrodek myśliwski Urzędu Rady Ministrów docieramy do Bukowca. Nie ma tu już zasieków, szlabanów i straży Urzędu Bezpieczeństwa. Turyści mogą wejść na teren Parku i dotrzeć aż do źródeł Sanu. Zostawiamy wóz na parkingu w Bukowcu i szykujemy się do pieszej wędrówki. Przed nami kilka dobrych godzin marszu wzdłuż granicy z Ukrainą.

1

2

Przekraczamy drewnianą bramę i na początku wąskim asfaltem a potem szutrówką i wąską trawiastą ścieżką dochodzimy do Beniowej. Właściwie to do miejsca, gdzie kiedyś rozciągała się ta wieś. Teraz, w wysokich trawach odnajdujemy jedynie stare cerkwisko, sterty kamieni, jakieś fundamenty, kilka ciekawych nagrobków. I tajemniczy kamień z wyrytą na jego czołowej stronie rybą. Do czego służył? Jest fragmentem ołtarza? Może chrzcielnicy lub ławy...

3

4

5

Ścieżką wijącą się przez nieskoszone łąki idziemy dalej. Pokrzywy parzą w nogi, ostrokrzewy zostawiają czerwone ślady na rękach, w oddali widzimy po ukraińskiej stronie torowisko kolei. To linia biegnąca do ukraińskich Sianek i dalej na przełęcz Użocką.

6

Po kilkudziesięciu minutach wychodzimy na szutrową drogę, po 200 metrach widzimy Schron nad Negrylowem. Schronisko w baraku robotników leśnych jest niestety zamknięte. Odpoczywamy w cieniu, wyjmujemy kanapki, pora się posilić. Witamy się z parą wracającą z Sianek. Jest późne popołudnie, późno wyruszyliśmy, liczę, że jak się sprężymy to powinniśmy wrócić do samochodu przed zmierzchem. Po zachodzie słońca nie wolno bowiem chodzić po szlakach Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

7

Ruszamy zatem bez zwłoki, patrzę na mapę, wchodzimy w świerkowy las, jedyny w Polsce naturalny drzewostan świerka odmiany wschodniokarpackiej. Las rośnie pięknie. Dalej na trasie widoczne są także nasadzenia świerkowe pochodzące z XIX w. Sadzono tu las z nasion pochodzących z Alp i Sudetów. Niestety, odmienne warunki środowiskowe nie sprzyjają tym drzewom. Licznie chorują, są bowiem niesamowicie czułe na zanieczyszczenia. Po stronie ukraińskiej całe leśne pola są uschnięte, zbrązowiałe. Zanieczyszczenia nic nie robią sobie z granicznych słupów, z wiatrem, deszczem spływają i na nasz skrawek Bieszczadów. Tu i ówdzie widzimy suchy szkielet drzewa.

8

9

Po kilku minutach dochodzimy do rozlewiska potoku Niedźwiedź, przechodzimy po drewnianym mostku i zaczynamy wspinać się na wysoczyznę. Dyszę mocno, słońce grzeje z góry na cały regulator, a my w trasie już od 2 godzin. Po drodze obserwujemy żeremia bobrów, ich tamy spiętrzające wodę i ślady żerowania. Teraz ostre zejście w dół, dochodzimy do ruin pałacu Stroińskich, dawnych właścicieli Sianek. Niewiele pozostało z budynków, same fundamenty. Naprzeciwko, ale już po ukraińskiej stronie widnieją resztki neogotyckiej kaplicy dworskiej wysadzonej w powietrze w 1970 r! Co za czasy...

10

Po 3 godzinach dochodzimy do Sianek, to tu, na starym cmentarzu odnajdujemy dwa grobowce. Jeden należy do Franciszka Stroińskiego, drugi, do jego żony Klary z hrabiów Kalinowskich Stroińskiej. Kiedyś był to mocno zarośnięty zakątek, groby leżały wśród wysokich traw i powoli zarastały krzewami. Teraz przynajmniej cerkwisko i teren cmentarza jest wykoszony. Nad głowami grobowców wznosi się częściowo odbudowana kaplica, wykonana z łupanego kamienia. Dalej, wśród traw widzimy fundamenty cerkwii i stary, połamany żelazny krzyż wieńczący kiedyś banię kopuły. Poniżej cmentarza wody swe toczy rzeka San, tu już dość szeroka, ok. 3 metrów. My musimy dojść do jej źródeł.

11

Wchodzimy na wzgórze Wierszek, za kwadrans osiągamy punkt widokowy na ukraińskie Sianki. Po naszej stronie dzikie trawy po pas, zagajniki lasu, po ukraińskiej tętniąca życiem miejscowość. Tory, stacja, osiedle domów, pociągi, pies szczeka, jadą wozem. Nie, drogi na Ostrołękę przez naszą lornetkę nie dostrzegliśmy...

12

Z tego miejsca do końca Bieszczadów Zachodnich i Przełęczy Użockiej jest tylko 1 km. Dawniej był to ostateczny punkt, którego przekroczyć się już nie dało. Teraz mamy prawo dojść dalej, do źródeł Sanu, mamy jednak przestrzegać uregulowań granicznych. Źródła leżą bowiem na samej granicy między Polska a Ukrainą.

13

Kluczymy ścieżką pomiędzy biało - czerwonymi i niebiesko - żółtymi słupami granicznymi, powoli osiągając kolejny las. Mamy dziką świadomość, że gdyby coś się nam stało to ze strony polskiej ratuje nas tylko śmigłowiec, tak daleko i dziku tu. A po drugiej stronie granicy właśnie przejechał niebieski pociąg... A może służby graniczne współpracują i w pewnych przypadkach służą sobie pomocą?

14

Teraz ostro pod górę. Po 15 minutach widzimy pomnikowy kamień i słup graniczny nr 224 - doszliśmy do źródeł Sanu. Jesteśmy na 843 m npm. Do najdalej wysuniętego na południe punktu Polski pozostało niewiele, wystarczyłoby dojść do słupa z numerem 219. Ale tam już iść nie możemy...

15

Źródła wyglądają niepozornie, z zagłębienia terenu, pod korzeniami drzewa, z wywierzyska wypływa mały potoczek. Panuje spory upał, jest duszno, chłodzimy się więc zimną, krystaliczną wodą. Robimy zdjęcia, jedna noga na polskiej stronie, druga na ukraińskiej, a pod nami płynie San...

16

17

Wracamy, przed nami jeszcze droga powrotna, kolejne 3,5 godziny. Mija nam szybko, nogi niosą do samochodu, zbliża się zachód słońca. Osiągamy parking w Bukowcu i zatapiamy zęby w soczystym arbuzie...

19       20

18

21

22


Napisz komentarz do relacji...



Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła
powrót do strony głównej