Arjano Navi Team - Rzeszów

Sobota, świta, wstaję o 4:30, muszę się przygotować, bo za godzinę wyruszamy z Marcinem na rajd nawigacyjny. Naszym celem Mysłowice. O tej nieludzkiej godzinie nic nie przełknę, szykuję więc kanapki, zjemy w drodze. Trasa mija nam szybko, może nawet zbyt szybko... Zjeżdżamy zatem z autostrady A4 na Jaworzno i równoległą drogą spokojnie dojeżdżamy na miejsce startu. Wita nas Sylwia i cała ekipa Automobilklubu Mysłowickiego. Ciekawe, co tym razem przygotował dla nas Marek?

6

7

Rajd rusza po 2 letniej przerwie, zatem pomysły komandora miały czas na skrystalizowanie się w formie atrakcyjnej trasy. Przed rajdem odprawa, po której szybciutko ustawiamy się do próby sprawnościowej kierowania pojazdem. Na rajdzie ja poprowadzę czarny wóz Marcina. Marcin będzie pilotem. Startujmy do SZ, idzie nam nawet nieźle, samochód posłusznie obraca się bokiem w pierwszych ciasnych nawrotach, przy zaciąganiu ręcznego hamulca. Nagle czuję, że nie jestem w stanie spuścić "rękawa", samochód z zablokowanymi tylnymi kołami nieruchomieje przy słupku. Spoglądam na dźwignię hamulca, nie widzę wcale guzika do jego zwalniania, gdzieś się zapadł głęboko. Bardzo się denerwuję, auto nie jest moje, w dodatku nówka, a Marcin przestrzegał, żebym nie urwał linki... Przyzwyczajony do swoich samochodów "rwałem" z podobną siłą. Czyżby skoda była taka delikatna? Nie! Właściciel przytomnie łapie za wajchę i krzyczy, że skórzana nakładka po prostu zsunęła się z rączki i blokuje przycisk. Doprowadza wszystko do porządku i ruszamy! Niestety, cały ten incydent kosztował nas kilka dobrych sekund - czas przejazdu jest fatalny.

4

8

Niezrażeni ruszamy do I odcinka nawigacyjnego. Wykonujemy pierwsze manewry, ale jakoś nam nie idzie, nie możemy odnaleźć pewnych obiektów i złapać rytmu. Nie bardzo rozumiemy też zapisy opisowe w itinererze. Można je różnie interpretować. Wracamy na start i próbujemy ponownie, staramy się odczytywać polecenia autora trasy w inny sposób, wpadamy na dobry pomysł i suniemy już po trasie. Za jakiś czas znowu przyblokowanie, staramy się jechać "choinkę", ale układ dróg nie odpowiada sytuacji realnej. Chwilkę się kręcimy, spoglądam kątem oka na itinerer. Mam! Jedziemy nie tę "choinkę" co trzeba. Zaczynamy czytać 2 i nagle wszystko się zgadza. Manewr po manewrze Marcin pewnie prowadzi nas w gąszczu uliczek.

9

10

Zaczęliśmy wspólne starty dopiero w tym roku, wcześniej jeździliśmy z żonami lub innymi pilotami. Każdy z nas osiągał liczne sukcesy. Teraz jazda wygląda inaczej. Docieramy się, badamy grunt, szczerze powiem, że nie staram się przeszkadzać swojemu pilotowi w pracy. Znam dobrze sztukę pilotażu, ale wiem, że forsowanie swoich rozwiązań mogłoby wyprowadzić mojego pilota z nerwów. Gość jest indywidualistą, charakter ma twardy, jest zorganizowany, sumienny i dokładny. Ale i mocno uparty... Ponieważ i ja mam swoje dziwactwa, więc staram się nie wywoływać na pokładzie "wojny tytanów". Oj, działoby się... Uczę się stylu prowadzenia Marcina, wiem już co lubi, a czego nie, myślę że i On poznaje powoli, kiedy i co należy przypomnieć a kiedy można zatopić się w gąszczu itinerera. Jeszcze kilka wspólnych rajdów i będziemy niepokonani :-) A jak na razie idzie nam średnio. Walczymy z kolejną "choinką", która jest "mapowa", a my upieramy się jechać ją "realnie", z natury. Oczywiście nic nam nie wychodzi, w tumanach kurzu po raz 4 objeżdżamy wąskie, pyliste dróżki jakiegoś cygańskiego osiedla.

11

Na koniec rezygnujemy, nawiązujemy się z kolejnym zdefiniowanym punktem na mapie i kontynuujemy przejazd. Po kilkunastu minutach znajdujemy PKC i oddajemy kartę drogową. Dowiadujemy się, że nasze kłopoty wynikały z mało precyzyjnego czytania wskazówek itinerera. Cóż, roczna przerwa w rajdach daje o sobie znać. Ale czy to tak szybko się zapomina? Ech nie, po prostu musimy zmusić mózgi do precyzyjniejszego działania. Obaj jeździmy w rajdach sportowych, tam spełniamy się jako "fizyczni", lubimy adrenalinę przed startem i poczucie panowania nad swoim samochodem. Doskonalimy tam swój warsztat kierowcy, rajdy nawigacyjne traktujemy zaś jako doskonałą zabawę dla "wykształciuchów" lubiących myśleć za kierownicą.

13

14

Krótka przerwa, po bułce i kilku łykach soku ruszamy do odcinka II i ostatniego. Obiecujemy sobie solennie, że tym razem niczego nie zgubimy i nie przeoczymy. Początek idzie dobrze, ale im dalej w las tym... Zaczynamy się denerwować, mój pilot jest wyraźnie spięty, jeździmy pewne fragmenty trasy kilkakrotnie próbując odnaleźć właściwy przejazd. Najważniejsze to zachować spokój, choć okupione to jest sporym wysiłkiem. Przyjechaliśmy tu przecież pobawić się, to nasze hobby, które nie może przeradzać się w stres. Dobrze, że obaj to rozumiemy. Zaczyna nam się jechać coraz lepiej, wykonujemy nakazane manewry, znajdujemy nawet pewne nieścisłości wprowadzone przez organizatora.

12

Półtorej godziny mija szybko, dojeżdżamy na lekkim spóźnieniu na metę. Teraz tylko szybka próba sprawnościowa, która idzie nam już dużo lepiej i na... obiad. Po smacznym posiłku udajemy się do siedziby Automobilklubu, uczynna Sylwia dwoi się i troi by nam dogadzać, pijemy kawkę, możemy poczęstować się cukierkami, zjeść czekoladowe jajka, nie wolno nam jednak tknąć czekoladowego zajączka! Święta jeszcze daleko... Robimy co możemy i ratujemy zającowi życie - nie będzie miał obgryzionych uszu... Mimo posiadania szczęśliwego numeru startowego 7 nie udaje nam się zająć szczęśliwego miejsca.

15

Ostatecznie plasujemy się na 13 pozycji. Trochę wstyd, ale liczy się dobra zabawa i miło spędzona sobota. Gratulujemy zwycięzcom, którzy pokazali klasę i powoli zmykamy do domu...bo już jutro kolejny rajd w Rzeszowie i okolicach.




powrót do strony głównej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła