Arjano Navi Team - Rzeszów

"Jeśli przybywa obcy mnich z dalekich okolic i chce jako gość mieszkać w klasztorze, a spodobają mu się miejscowe zwyczaje i nie będzie wnosił do klasztoru niepokoju przez swoje nadmierne wymagania, ale zadowoli się po prostu tym, co zastanie, można go przyjąć na tak długo, jak tego pragnie"

(Reguła św. Benedykta)

1

Jest słoneczna sobota. Postanawiam ostatecznie zerwać z topograficzno- geograficznym błędem, jaki tkwił we mnie od dłuższego już czasu. Podczas wielokrotnych wyjazdów z Rzeszowa na zachód, mknąc autostradą A4 w okolicach Krakowa widywaliśmy prawie jednocześnie dwa obrazy. Pierwszy z nich to wyłaniający się zza drzew, praktycznie na stycznej do zakrętu autostrady, klasztor na szczycie wzgórza. Drugim był pojawiający się kilkaset metrów dalej drogowskaz "Węzeł Tyniecki" z namalowaną strzałką zjazdu do Tyńca. Jak to zwykle bywa na autostradzie, zjazdem w prawo... Te współistniejące na małej przestrzeni widoki zakodowały w mojej podświadomości wniosek, że widoczny po prawej stronie klasztor to zakon tyniecki. Cóż... Postanowiłem ostatecznie doświadczalnie przekonać się o lokalizacji tynieckiego opactwa i bielańskiego eremu. Drogowskazy do Tyńca przeprowadziły nas pod autostradą, na jej jednak lewą stronę, nad Wisłę, gdzie na wapiennym wzgórzu zbudowano w 1044 r. opactwo benedyktyńskie.

2

Początkowo na wzgórzu istniały drewniane zabudowania, w XI wieku wzniesiono tu kamienną bazylikę, której fragmenty przetrwały do dziś. Wielokrotnie opactwo było atakiem najazdów, a to wojsk tatarskich, a to szwedzkich czy rosyjskich. W roku 1831 zabudowania klasztorne strawił pożar, w efekcie którego zostały one opuszczone i popadły w ruinę. Dopiero tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej wprowadziło się do niego jedenastu belgijskich mnichów pod przywództwem ojca Karola van Oost. Po wojnie rozpoczął się proces odbudowy historycznego zabytku, który trwa do dzisiaj. Dziś tyniecki klasztor benedyktyński wciąż pełni swoje funkcje religijne. Nie jest on całkowicie zamknięty przed zwiedzającymi, obowiązuje zapewne nadal przytoczona na wstępie reguła Benedykta. Dziedziniec tętni życiem, w kawiarence turyści raczą się doskonałą tyniecką kawą i sernikiem, rowerzyści chronią się w cieniu zabytkowej studni, ozdobionej drewnianą altaną. Warto ją obejrzeć, zbudowana bez użycia gwoździ, z wykorzystaniem drewnianych zastrzałów i klinów stoi od XVII w. Z czeluści dolnych komnat bramy dochodzą smakowite zapachy "mniszego co nieco". Zgłodniali posiadacze, jednak dość wypchanych mieszków, mogą spróbować specjałów zakonnej kuchni. Z opactwa rozpościera się niezapomniany widok na Wisłę, kwitnące kwietniowe czeremchy i żółto-zielone nadbrzeżne łąki.

3

Jedną lokalizację już "mamy", teraz uderzamy pod autostradą na jej drugą stronę, musimy także zmienić brzeg rzeki. Przejeżdżamy przez most na Wiśle i skręcamy w las, gdzie wąska droga doprowadza nas do bramy klasztoru na krakowskich Bielanach. To kamedulski erem Srebrnej Góry. Dlaczego Srebrnej? Otóż przybyli do Polski zakonnicy wybrali na miejsce fundacji górę bielańską. Ta jednak nie należała do Mikołaja Wolskiego, który w 1604 r. sprowadził tu zakonników i ddał im okoliczne, leżące u podnóża wzniesienia wsie. Góra była własnością Sebastiana Lubomirskiego, kasztelana wojnickiego, który nie zamierzał jej odstępować. Za radą Anny z Branickich na Ruszczy Lubomirskiej Wolski wyprawił ucztę, na którą zaproszono samych znacznych i dostojnych gości, biskupów, kasztelanów i oczywiście zakonników. Pod koniec spotkania, gdy wszyscy biesiadnicy mieli już dobre humory, Wolski opowiedział o swoich planach sprowadzenia Kamedułów do Krakowa i o trudnościach ze znalezieniem dla nich miejsca. Zachęcony kasztelan Lubomirski zadeklarował swoją gotowość oddania im bielańskiej góry, na co tylko pozostali uczestnicy czekali. Natychmiast podsunęli mu, wcześniej przygotowany, akt darowizny. Lubomirski podpisał, a Wolski będący człowiekiem honoru, jako wyraz wdzięczności podarował mu wszystkie, użyte podczas uczty srebrne naczynia ogromnej wartości, które miały mu zrównoważyć wartość Bielan. A na pamiątkę tego wydarzenia pagórki świętego Stanisława zaczęto nazywać Srebrną Górą.

Od razu ruszyła budowa eremu, klasztoru zakonników żyjących w odosobnieniu, w pustelni, którzy z pobudek religijnych wycofali się z życia w społeczeństwie i zdecydowali się na życie w izolacji oraz celibat. Poświęcili się przede wszystkim modlitwie i życiu w ascezie. Powstało dwadzieścia domków zakonnych i świątynia, wielokilometrowy mur ogrodził poletka, ogrody i las.

4

Chcieliśmy zwiedzić klasztor, lecz okazało się, że mogę wejść na teren zakonu tylko ja, Bożka musiała pozostać za furtą. Ze względu na klauzurę, która zakazuje wstępu osobom zewnętrznym, odmiennej płci! Niewiasty mogą jedynie odwiedzić zakon bielański dwanaście razy w roku. W żadnym jednak z tych dni kobiety nie mają wstępu do ścisłego eremu, dostępny jest dla nich jedynie kościół i jego najbliższe otoczenie. Ponieważ do najbliższego terminu 3 maja - święta NMP Królowej Polski pozostało nieco czasu, żonka zatopiła się w rozmyślaniach na ławce przed bramą.

5

Ja dowiedziałem się od furtiana, że Zakonnicy w swym eremie przez cały czas zachowują milczenie rozmawiając tylko wtedy, gdy to jest niezbędnie konieczne. Jedynie trzy razy w tygodniu: we wtorki, czwartki i soboty mogą pozwolić sobie na krótką pogawędkę. Pięć razy w roku w celach rekreacyjnych wszyscy zakonnicy mogą wspólnie opuścić erem i udać się na wycieczkę. Poza tym w klasztorze nie ma radia, telewizji, nie ma urlopów, nie praktykuje się odwiedzin rodziny. Wszystko to ma służyć stałemu skupieniu. Kiedyś mówiło się, że Kameduli to zakonnicy nieustannie obcujący z wiecznością do tego stopnia, że przy każdym spotkaniu pozdrawiają się słowami "memento mori", a nocą zamiast w łóżkach śpią w trumnach. To jednak tylko swoista legenda otaczająca życie eremitów. Oni sami żartują, że nawet po śmierci nie leżą w trumnach, zgodnie bowiem z tradycją, ich ciało ubrane w habit wkładane jest jedynie na desce do niszy katakumb i zamurowywane. Na zewnątrz pojawia się napis podający tylko imię zakonne mnicha, wiek, a także ilość lat spędzonych w zakonie.

6

Ustawiliśmy sobie geograficznie obie perełki. Poznaliśmy je. Człowiek jednak uczy się cały czas...

7


Napisz komentarz do relacji...



Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła
powrót do strony głównej