Arjano Navi Team - Rzeszów
To już XXI edycja Ogólnopolskiego Turystyczno-Nawigacyjnego Rajdu Samochodowego "Koziołek" im. Zbyszka Mórgowskiego. Rajdu organizowanego przez niepełnosprawnych dla wszystkich chętnych. Związaliśmy się z tą imprezą, jeździmy na rajd od lat, nie mogło nas więc zabraknąć i w 2005 roku. Rzeszów reprezentują Jurek z Januszem oraz ja z Kasią i Miłoszem. Miłosz jedzie z nami na doczepkę i szkoli swoje umiejętności młodszego pilota.
W tym roku komandor Andrzej wybrał na miejsce zmagań Kazimierz Dolny nad Wisłą. Miejsce urocze, ze swoistym klimatem artystyczno-przyrodniczym.
Przyjeżdżamy do Hotelu Piastowskiego już w piątek. Kwaterujemy się w pokoju i natychmiast idziemy odświeżyć się w basenie hotelowym, którego błękitna woda przebłyskuje w patio. Nie jest zbyt ciepło, wieje wiatr, ale na dziedzińcu hotelu jest zacisznie. Szybki prysznic i do wody. Legenda o tym, jakoby miała być podgrzewana, pryska, no chyba, że normalnie woda ma temperaturę 10 stopni Celsjusza. :-)
Po chwili jest całkiem przyjemnie, pływamy kilkanaście minut, Miłosz szaleje, nurkuje, rzucam go "na bombę". Ktoś zwraca nam uwagę, że zaczął kropić deszcz. Poważnie? Nie zauważyliśmy...
Po basenie szybkie badanie techniczne samochodu i pora na ognisko. Jeszcze z mokrymi głowami wędrujemy pod ustawione parasole i spotykamy się ze starymi znajomymi. Od lat znane twarze, witamy się, poznajemy z nowymi rajdowcami. Kosztujemy mięsiwa z grilla zapijając złocistym płynem. Nie mogło go zabraknąć, skoro znajdujemy się w "chmielowym zagłębiu", a plantacje owej magicznej rośliny mijaliśmy, co chwilę.
Krótka nocka, rano śniadanie i na odprawę. Rozpoczyna Andrzej otwierając rajd, Gosia przedstawia trasę, Michał przeprowadza szybkie testy BRD, z pierwszej pomocy przedmedycznej i dotyczące PFRON-u. Siedzimy już w aucie, powoli podjeżdżamy na start, dużo załóg udało się zebrać organizatorom. Sporo nowicjuszy, oby połknęli rajdowego bakcyla.
Ruszamy do odcinka I, mającego 15,4 km. Dostajemy oprócz itinerera i map kartę ze zdjęciami obiektów, które musimy odnaleźć na trasie rajdu. Za pierwszym trójkątem podporządkowania skręcamy w lewo i spadamy w dół drogą ku miasteczku. Pierwszy obiekt ze zdjęcia to kirkut żydowski, który mignął nam po prawej. Wpisujemy symbol zdjęcia X6 do karty drogowej. Wjeżdżamy do centrum Kazimierza. Małgosia na odprawie przekazała, że policja powiadomiona o imprezie powinna przychylnym okiem patrzeć na zatrzymujące się co chwila i snujące po mieście samochody zawodników. A zakazów zatrzymywania tu sporo, praktycznie można zatrzymywać się tylko na wydzielonych parkingach. Staramy się nawigować precyzyjnie i nie utrudniać ruchu turystom, ale ci, w odróżnieniu od policji są jacyś tacy nerwowi. Co chwilę słychać klakson i pisk opon. Wyluzujcie, spójrzcie wokół siebie, to miasto jest tego warte!
Dojeżdżamy do punktu F, z którego mamy wyjechać na południowy - wschód. Potem nakazy wyrzucają nas w drogę biegnącą ostro pod górę, po prawej mijamy Wzgórze Trzech Krzyży. Kasia zaczyna się niepokoić, droga zamkowa za moment "wyjdzie" z mapy, a my mamy znowu znaleźć się w punkcie F. Mnie ciekawi jedno, wyjechaliśmy jako ostatnia załoga a teraz pod górę wspinamy się jako pierwsza. Nie wyprzedzaliśmy żadnej załogi rajdowej a za nami jedzie kilka samochodów z numerami :-) W oddali widać Jurka i punkt PKP. Tu sprawa się wyjaśnia, bowiem Jerzy wbijając dumną pieczątkę "J" każe nam zawrócić i kontynuować jazdę. Wracamy więc na kazimierzowski rynek, po raz drugi odnotowując w karcie drogowej zdjęcie figurki sympatycznej psiny sprzed lokalu "Pod Psem". Polecają tam kebab po 9 zł, ale czy nie mają zbyt adekwatnej nazwy? Teraz główną wyjazd z miasta, za znakiem "dwa niebezpieczne zakręty" mamy wykonać skręt w prawo. Znak jest, tuż za nim żwirowo-piaskowa droga. Skręcamy w nią opuszczając znak PKP-u "40" na głównej. Jednak drogą dojeżdżamy do ściany, nie wcina się ona w asfaltówkę tak, aby można kontynuować jazdę do przodu. Mamy alternatywę kierunków, nie wiemy jak jechać - w lewo czy prawo ? Wracamy więc myślowo z powrotem na główną i wykonujemy skręt za znakiem ograniczenia do 40 km/h ignorując szutrówkę. Wpisujemy PKP do karty. Mamy pierwszą fałszywkę w rajdzie, ale trasa rajdu przynajmniej się zgadza :-)
Zaczyna kropić deszcz, znad doliny Wisły wiatr nawiewa czarne chmury, czyżby szykowała się burza?
Wjeżdżamy w ulicę Krakowską, podziwiamy dzielnicę pięknych zabytkowych willi, domów wczasowych i rezydencji. Za chwilę mijamy nieczynny już kamieniołom i uciekamy drogą w górę do lasu. Mała nawigacja w cieniu drzew, przecinamy Rezerwat "Sucha Dolina" i wpadamy na główne skrzyżowanie w Męćmierzu. Główne, ale droga piaskowa, na środku zabytkowa studnia z drewnianym dachem. To jej właśnie szukaliśmy. Zostało nam jeszcze do zidentyfikowania zdjęcie tajemniczego dzwoneczka wiszącego pod gontowym dachem. Gdzie to może być? Zaglądamy pod każde dachy, chyląc głowy w samochodzie. Jak zrobili to zdjęcie? Skoro widać dzwon od spodu, musi być to jakiś bardzo wysoki dach. Po kilkuset metrach "mamy" obiekt. Zdjęcie przedstawia mały dzwoneczek przy bramce wejściowej, jest zrobione w bardzo dużym powiększeniu i stąd ta zachwiana perspektywa. Nie zatrzymujemy się, nie chcąc zdradzać jadącym za nami zawodnikom znalezionego obiektu, wpisujemy do karty drogowej symbol X2 i gnamy przez Okale na PKC-1 pod naszym hotelem. Kończymy odcinek bez spóźnień.
Po chwili jesteśmy już na odcinku II. Krótka nawigacja "z natury", przejeżdżamy przez Wylągi, Skowieszynek i lądujemy w Bochotnicy. Potem "po mapie" do Parchatki, gdzie punkt C "wyrzuca nas" na wschód i wjeżdżamy do głębokiego wąwozu. Dawniej takie wąwozy zwane głębocznicami używano tutaj do komunikacji, jeżdżąc drogą ich dnem. Teraz pomykamy asfaltową drogą, ale cień i chłód wąwozu oraz zwisające po obu stronach korzenie drzew robią na nas wrażenie. Dojeżdżamy do szczytu wzniesienia, skręcamy w prawo na oporze i po niespełna kilometrze odnajdujemy punkt zawrotki przy starej studni w okolicy Zbędowic. Okoliczni mieszkańcy siedzący przed sklepem i popijający pieniący się napój dziwią się zapewne, jaki cel mają te nawroty. Kilkanaście samochodów jedzie boczną drogą i nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki zawraca w polu, dokładnie w tym samym miejscu :-)
Teraz wracamy do punktu C, za nim przejazd koło kościoła po lewej i kuriozum: "za znakiem zakazu skrętu w lewo skręć w lewo". Nie dajemy się nabrać na sztuczki autora trasy i wykonujemy manewr na pierwszym możliwym skrzyżowaniu. Robimy teraz kółeczko wokół "Samotni", choć topograficznie wychodzi to bardziej na trójkącik. Przemykamy pod mostkiem w parku, odkrywamy Bramę Rzymską ze zdjęcia A4, która została wybudowana w 1829 r. już jako ruina na wzór łuku Tytusa w Rzymie. Robimy mała pętlę przy pałacu i już jesteśmy w Puławach na PKC-2. I tym razem bez spóźnień.
| powrót do strony głównej | dalej |