Arjano Navi Team - Rzeszów

Sezon rajdowy ruszył. Pierwsza runda Turystyczno-Nawigacyjnych Mistrzostw Polski Osób Niepełnosprawnych organizowana jest przez Automobilkub Chełmski. W tym roku gościć nas będzie Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie i jego najbliższe okolice. Baza rajdu mieści się w Okunince nad Jeziorem Białym. Bezpośrednio po pracy wyruszam z Marcinem do Okuninki. Pogodę mamy dobrą, świeci słońce, nic nas nie goni... Jedziemy z Rzeszowa przez Przeworsk, Sieniawę, Biłgoraj, Zwierzyniec, Szczebrzeszyn, Zamość. Dalej chcę jechać na Krasnystaw i Chełm, lecz Marcin proponuje skrót. Odbijamy na Łapiguz i przez Skierbieszów docieramy do Chełma. Ma to o tyle dobrą stronę, że przejeżdżamy przez Skierbieszowski Park Krajobrazowy. Ładne krajobrazy, lecz droga, mimo, że krótsza, okazuje się mocno dziurawa. Szybka jazda jest wykluczona...

Droga przez las

Kasia, mój pilot w tegorocznych rundach mistrzostw jest już na miejscu, w bazie rajdu, relacjonuje przez telefon, że nad jeziorem Białym bardzo zimno. Nas z Marcinem rozleniwia świecące przez szybę słońce. Wjeżdżamy do Chełma, kierujemy się ku znanemu z poprzednich rajdów rondku, aby wybrać kierunek włodawski. W międzyczasie dzwoni Jurek. Dojeżdżają do Okuninki! Wyjechali z Januszem godzinę później od nas, jechali trochę inną trasą i proszę - mają przewagę 30 km. Zastanawiamy się z Marcinem ile pruje w trasie Janusz...
Od Chełma do Sawina znowu mamy fatalną drogę, dziury i wycięta część pobocza. Przy szybszej jeździe występują kłopoty z utrzymaniem auta na jezdni. Przy wyprzedzaniu bywa naprawdę niebezpiecznie, nagle wyskakują dziury na lewym pasie, konieczne są szybkie decyzje - zmieszczę się czy nie? Zwalniamy zatem i slalomem dojeżdżamy do Sawina. Tu sytuacja lekko się poprawia i możemy podnieść prędkość przelotową. Zmierzcha już, wjeżdżamy do Okuninki pierwszym zjazdem nad jezioro i powoli posuwamy się wzdłuż szeregu pól namiotowych, kempingów i ośrodków wczasowych próbując wypatrzeć naszą bazę - ośrodek Poczty Polskiej. Dojeżdżamy do miejsca znanego z rajdu "Bieluch", ośrodek okazuje się być własnością PKS-u. A więc dalej w ciemności okrążamy Białe. Jakże cicho tu i pusto, sezon się jeszcze nie rozpoczął, widać trwające remonty domków, restauracji, drogi i chodników.
W centrum miejscowości "zasięgamy języka", mamy już niedaleko. Nagle dostrzegamy tablicę kierującą nas do bazy "Niedźwiadka" i białą tavrię, która namiętnie migając nam światłami zdaje się zachęcać: "podążaj za mną". To Romek, jeden z autorów trasy jutrzejszego rajdu. Prowadzi nas na teren ośrodka. Parkujemy. Załogi rzeszowskie otrzymują 2 domki z 8 miejscami do spania. Ale luksus! Jest nas 6 osób, krótki dylemat, jak się podzielić? Wybieram towarzystwo mojego pilota Kasi i wspólnie z Januszem zajmujemy jeden z domków. W drugim zostają Jurek, Marcin i Adam, który przyjechał swą wielką omegą. Witamy się z organizatorami z Automobilklubu Chełmskiego, jest Grzesiek, Waldi, Ania,Artur, poznajemy nowe twarze - Ewę i jej chłopaka Huberta. Waldek stanął na wysokości zadania i jako nadworny "szef kuchni" zarządza kolację. Zgłodniali pałaszujemy pyszne rzeczy. Pojawia się Sonia, Marek, ich córa Miśka, no i lekko znudzona Guśka - jamnik długowłosy. Guśka jest w pełni akceptowalna, nie szczeka, jak nie musi. Wśród załóg jest Janusz z żoną Anią, Grzesiu z Agnieszką i niezawodni: Zosia z Marcinem. Wśród zawodników są bracia Bartek i Michał oraz Magda z Michałem z lubelskiego klubu Pionier. Oj mało startujących, mało...





Wspominamy Gintra Janeckiego, naszego wesołego przyjaciela ze Śląska, który jeździ teraz po rajskich trasach. Odszedł kilka dni wcześniej, w piątek odbył się Jego pogrzeb...

Wieczne odpoczywanie racz Mu dać, Panie...







Wieczorem krótkie spotkanie przyjaciół w jednym z domków i kładziemy się spać. Jeszcze rzut oka na kodyfikację, omawiamy z Kaśką małe zawiłości przepisów nawigacyjnych, podkreślamy błąd w kodyfikatorze i lulu.

Marcin rysuje próbę SZ

Jurek i Ania

Wstajemy, po zimnej nocy chętnie jemy śniadanko, pobieramy dokumenty rajdowe. Przyklejam na hondę tablicę rajdową nr 4, Kasia wypełnia ankiety. Niewiele załóg, zbierze się chociaż z 15? Czekamy do 10:30, lista startowa zamyka się, mamy tylko 9 konkurentów. Frekwencję ratują Sonia z Markiem oraz Waldi ze Zbyszkiem. Ci ostatni są przez komandora uważani za "czarnego konia" rajdu. Dostają brawa. Komandor miałby rację, gdyby przyjął zasadę, że ostatni będą pierwszymi. My wiemy, że Waldi jako gospodarz dał nam fory i tak poprowadził czarną corsę, aby zamknąć klasyfikację... od spodu. :-) Krótkie przemówienie burmistrza Włodawy, miasta "trzech kultur, trzech religii", życzenia bezpieczniej jazdy i zaproszenie do kolejnych odwiedzin gościnnej ziemi. Komandor Grzesiek snuje plany zorganizowania rajdu przez 3 granice. Poczekamy na wybudowanie planowanego przejścia granicznego we Włodawie i wtedy "Polska - Ukraina - Białoruś Rally". Ech, fajnie by było. Białorusini to podobno mili i sympatycznie nastawieni do Polaków ludzie, taki wyjazd pozwoliłby zweryfikować "mity", jakimi karmią nas media. Chętnie poznałbym kraje naszych wschodnich sąsiadów, a nie dane mi było jeszcze, poza Litwą, tam być.

Jurek przy omedze

Kasia pobiera dokumenty rajdowe

Rajd oficjalnie uznano za otwarty, ruszamy kolumną samochodów do Włodawy. To tylko kilka kilometrów, ale nasza kolumna coś się rwie, jedni nie nadążają, inni się zatrzymują. Tuż przed Włodawą małe zamieszanie, prowadzący zatrzymuje się na poboczu, więc my za nim, Romek wyprzedza nas i znika na bocznej drodze, kolejne załogi dojeżdżają tworząc dziwny korek i zamieszanie. Jedni chcą jechać na własną rękę, inni czekają. Z kłopotu wybawia nas Waldi, który wyprzedza kolumnę i prowadzi na miejsce próby szybkościowej SZ na ulicę Szkolną. Przed próbą rozwiązujemy test z pierwszej pomocy przedlekarskiej. Kilka pytań o objawy wstrząsu, jak postępować przy oparzeniach, zasady resuscytacji krążeniowo - oddechowej. No i przypomnienie podstawowej zasady w działaniach ratowniczych: priorytetem jest własne bezpieczeństwo!

Janusz w volkswagenie

Pierwszy startuje z numerem 3 Janusz z Marcinem. Ładnie jedzie, duży samochód płynnie wpisuje się w ciasne zakręty wokół słupków, teraz pora na nas. Próba jest łatwa, kręcimy się przez ponad 27 sekund pomiędzy słupkami i podjeżdżamy na start. Żałujemy, że nie widzimy zmagań kolejnych zawodników i ich tańca wokół pachołków. Ania wręcza nam itinerer, kartę drogową, mapę i kolorową broszurę o Włodawie. A więc ruszamy...

Janusz na próbie SZ



powrót do strony głównej dalej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła