Arjano Navi Team - Rzeszów

Długi majowy weekend. Korzystając z wolnych dni wybieramy się wcześniej na I rundę Turystycznych Motorowych Mistrzostw Polski do Siemiatycz. Rajd "Siemiatycka Majówka '2005" odbędzie się dopiero w sobotę, my chcemy jednak pozwiedzać Podlasie i odpocząć trochę na łonie natury. A okolica nadaje się ku temu jak żadna inna. Region nadbużański urzeka pięknem krajobrazu, czystym powietrzem, zachowaną odrębnością kulturową oraz bogatą gamą zabytków architektury świeckiej i sakralnej. Wyruszamy już w czwartek. Pełna obsada, na tylnej kanapie siedzą Agnieszka i Miłosz. Dzieci zażyczyły sobie wzięcia udziału w rajdzie turystycznym, będą nam pomagać. Młody narybek pora przecież zacząć szkolić :-)


Most na Bugu na drodze nr 19

I pod mostem na Bugu

Wyjeżdżamy świtem z Rzeszowa, po kilku godzinach jazdy dojeżdżamy do linii Bugu. To jedna z nielicznych dużych rzek o naturalnym korycie z licznymi skarpami, mieliznami i wysepkami, pięknymi starorzeczami oraz rozległymi łąkami i pastwiskami. Na szczęście jeszcze nikomu nie wpadł do głowy pomysł uregulowania rzeki... Skręcamy z głównej trasy i włóczymy się wąskimi, bocznymi drogami. Dojeżdżamy do Mężenina, gdzie oglądamy domki wczasowe, dacze i altany na brzegu rzeki. Naszą uwagę przykuwa stara, ceglana brama stojąca na leśnej polanie. Musi być częścią ogrodzenia jakiegoś pałacyku, dworku, a może zamku? Wjeżdżamy polną drogą w głąb starego parku. Imponujące dęby, lipy, wszechobecny bluszcz i gęste zarośla potęgują atmosferę tajemniczości. Docieramy do budynku opuszczonej szkoły podstawowej. Ciekawy, lecz mocno ziszczony, zdewastowany i opuszczony budynek. Łazimy trochę po pustych salach, podziwiamy kaflowe piece, kiedyś musiało tu być naprawdę ładnie...


Rozlewisko Bugu

Promu brak. Za wysoka woda.

Jedziemy wzdłuż rzeki, Bug co chwila przebłyskuje pomiędzy zaroślami. Przy drodze tabliczka "Świeże szparagi". Chętnie kupilibyśmy to oryginalne warzywo, jednak dziś jest święto i firma zamknięta. Znajdujemy na mapie rezerwat "Kózki", zatrzymujemy się na parkingu tuż przy moście na drodze nr 19. Pora na drugie śniadanie. Pogryzając kanapki przyglądamy się rzece - całkiem miłe miejsce na piknik. Posileni ruszamy do Siemiatycz. Przejeżdżamy miasteczko i udajemy się do bazy rajdu w Bacikach Średnich. Gościć nas będzie Zakład Opiekuńczo-Leczniczy dla Dzieci. Wjeżdżamy na teren zakładu wzbudzając nie lada sensację. Otacza nas chmara dzieciaków, niektóre na wózkach, jedne uśmiechnięte, drugie zadumane, ale wszystkie zaciekawione, co też będzie się działo. Z trudem udaje nam się odnaleźć kogoś z obsługi, dzisiaj przecież święto. Otrzymujemy klucze do pokoju i lokujemy się w nim na czas rajdu.


Łąka nad Bugiem

Łódką przez Bug

Rano jedziemy zwiedzać Drohiczyn, historyczną stolicę Podlasia. To stary gród koronacyjny, jeden z czterech w Polsce, po Gnieźnie a przed Krakowem i Warszawą. Spacerujemy po Rynku, odwiedzamy barokowy kościół Św. Trójcy, cerkiew prawosławną Św. Mikołaja Cudotwórcy oraz klasztor Franciszkanów. Wspinamy się na Górę Zamkową, z której rozlega się wspaniały widok na dolinę i zakole Bugu. Na szczycie stoi pomnik z 1928 r. upamiętniający 10. rocznicę odzyskania niepodległości. Z górą tą związanych jest wiele legend i podań. Pierwsza głosi, że na Górze pochowany jest w złotej trumnie wódz Jaćwingów- Kumat, który poległ w starciu z wojskami Bolesława Wstydliwego w 1264 r. pod Barańskiem. Romantyczna legenda powiada, że raz na 100 lat otwiera się ściana Góry Zamkowej i wypływają z niej łodzie pełne zbrojnych rycerzy. Nikt ze śmiertelników nie wie, jaki jest cel tej wędrówki. Wiadomo tylko tyle, że nim błyśnie świt, rycerze muszą powrócić do podziemi... Podobno zdarzyło się kiedyś, ze jeden z nich ujrzał na brzegu piękną dziewczynę i wpatrzony w nią zapomniał o powrocie. Odtąd błąka się po nadbużańskich łąkach, czekając na moment ponownego otwarcia Góry... No to sobie jeszcze poczeka... :-) Szukaliśmy zabłąkanego rycerza, wyostrzaliśmy zmysły chłodnym "Żubrem" i "Żywcem", niestety, nie dane było nam zobaczyć zjawy...


Bug w Drohiczynie

Góra Zamkowa w Drohiczynie

Statek Drohiczyn

W powrotnej drodze jedziemy szlakiem bunkrów Linii Mołotowa. Tak nazywany jest pas sowieckich umocnień ciągnących się wzdłuż granicy z Niemcami, wytyczonej po podziale Polski, dokonanym przez okupantów w 1939 r. na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, czyli Paktu o Nieagresji pomiędzy III Rzeszą Niemiecką i Związkiem Socjalistycznych Republik Rad. Linia była pasem fortyfikacji i umocnień zbudowanym bezpośrednio w pasie granicznym z wykorzystaniem przeszkód naturalnych, w szczególności rzeki Bug. Założenia umocnień opierały się na Rejonach Umocnionych (RU po rosyjsku UR czyli Ukrieplionnyj Rajon) obejmujących front o długości 80 do 100 km. Takich RU było 13.


Bunkier Linii Mołotowa

Zęby Stalina

"Linia Mołotowa" miała pomóc zatrzymać atak nieprzyjaciela na czas potrzebny do przeprowadzenia mobilizacji, a następnie miała służyć jako wsparcie działań zaczepnych własnych wojsk. Miała... Wróćmy jednak do dnia dzisiejszego. W końcu przyjechaliśmy tu na rajd. :-)


Jeden z bunkrów

Bunkier na Linii Mołotowa

Wieczorem do Bacików zjeżdżają kolejne załogi. Są warszawiacy, niezawodny Waldi oraz Magda i Marcin, którzy przyjeżdżają wypucowanym do perfekcji czarnym matizem. Ciekawe jak długo auto będzie opierało się piaskom i pyłom nadbużańskich dróg. Spotykamy się, jemy wspólnie kolację i wznosimy toast za spotkanie miodowym napojem pochodzącym "zza Buga". Ale kopie... Wieczorem przyjeżdżają jeszcze załogi z Automobilklubu Mysłowickiego, kolejne dopiero rano w sobotę.


Ekipa zwarta i gotowa.

Flaga na maszt!

Wozy gotowe do rajdu

Czekamy na start. Jeszcze w cieniu...

Organizatorem imprezy, który jest I rundą Turystycznych Motorowych Mistrzostw Polski jest Klub Motorowy Quercus wpomagany Nadbużańskim Klubem Motorowym oraz MOSIRem Siemiatycze. Rano, po dusznej nocy, rozpoczynamy rajd. Przy dźwiękach hymnu narodowego flaga Polski wędruje na szczyt masztu. Prezes otwiera rajd, komandor omawia trasę. Wszystko wiadomo, a więc załogi do wozów! Pierwszy stratuje Marcin z Magdą. Przed startem zegar, obsługa STARTU dokonuje ostatniej synchronizacji czasu i załoga przekracza bramę. Po kilkunastu minutach pora na nas. Podjeżdżamy na start. Zerujemy licznik i zaczynamy prowadzić nawigację. Ta jest prosta, od skrzyżowania do skrzyżowania jesteśmy prowadzeni do Siemiatycz. Nad zalewem w mieście osiągamy punkt A, z którego dalsza trasa wyznaczana ma być po mapie. Przejazd zaznaczony jest strzałkami, nuda totalna, gdyby nie zadania turystyczne nie byłoby nic do roboty... :-) Zadania też są z gatunku trywialnego, nie wymagają od załóg najmniejszego zaangażowania. Właściwie to możnaby na tym odcinku jechać samochodem z nieprzezroczystymi szybami i bez wysiadania z auta odpowiadać na pytania. Odpowiedzi znajdują się na mapie, wielkie czarne napisy wzdłuż trasy przejazdu. MKS Cresovia lokalizujemy przy stadionie, pensjonat Cezar i cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego po drodze. Jedynie piekarnia "Miś" wymaga od nas rzucenia okiem na lewo i przeczytania wielkiego napisu ze ściany... Mam nadzieję, że pytania te to rozgrzewka przygotowana zawodnikom przez autora trasy. Ale nie uprzedzajmy faktów :-)


Ostatnia korekta czasu

Marcin z Magdą startują

Radek i Bożena na starcie.

Dojeżdżamy do PKC-1 zlokalizowanego przy Kościele WNMP. Niezbyt grają nam namiary kilometrowe z itinerera. Podjeżdżamy pod PKC, dostrzegamy zegar, który jednak odwrócony jest ...tyłem do nas. Co robić ? Wysiadam, sprawdzam godzinę, mamy jeszcze parę minut. Komandor Artur zezwala na wjazd w strefę, prosi, abyśmy zaparkowali i z kartą drogową podeszli do PKC-u. Zegar skierowany w jego stronę, bo komandor musi przecież znać czas :-) Małe zamieszanie mają tu i inne załogi, Kaśka przekręca zegar o 180 stopni... Zdenerwowana czeka przed strefą, chce wiedzieć kiedy może wjechać. Artur macha ręką i zaprasza załogę na parking. Wybija nasza minuta, oddajemy dokumenty i od razu startujemy do odcinka II, tym razem pieszego. Żar leje się z nieba, ponad 30 stopni w cieniu. Otrzymujemy folder miasta z mapką. Musimy odwiedzić 10 obiektów zaznaczonych trójkątami na mapie. Ruszamy szybko, bo na przejście 2,5 km mam tylko 60 minut. A jeszcze trzeba rozwiązać zadania turystyczne i zwiedzić dokładnie zabytki. Zaczynamy od Cerkwi św. Piotra i Pawła. Musimy podać ile krzyży znajduje się na jej kopułach. Niby proste, ale pytanie jest lekko podchwytliwe, gdyż na dachu cerkwi są dodatkowe dwa krzyże, które nie są na kopułach, lecz na zwieńczeniach ściany. Liczymy do 7 i to jest dobra odpowiedź. Teraz pędem na siemiatycki cmentarz - tu oglądamy pomnik poświęcony uczestnikom Powstania Styczniowego. Znajdujemy także drewnianą, zabytkową kaplicę św. Anny oraz znajdującą się tuż za nią kaplicę ewangelicką zbudowaną na planie koła, w której znajduje się galeria sztuki sepulkralnej. To sztuka tworzenia, dekorowania cmentarzy, nagrobków, obrzędy chowania zmarłych itp. Odnotowujemy błąd w tym trudnym słowie na tablicy kaplicznej. Cóż... za dużo "l"! Oglądamy w kaplicy krzyże wykuwane przez miejscowych kowali począwszy od XVII wieku. Charakterystyczna rzecz - cmentarz jest wielowyznaniowy: katolicki, prawosławny i ewangelicki, opasany jednym murem.


PKC-1 w Siemiatyczach

Kefir dodaje sił Aniom...

Kościół WNMP w Siemiatyczach

Wracamy na rynek miasteczka. Ciekawe zadanie, w pewnym punkcie miasta należy znaleźć numer telefonu do Klubu Sportowego Cresovia - Siemiatycze. Hmmm, zastanawiające. W miejscu oznaczonym na mapie znajduje się kamienica z elektronicznym kioskiem informacji turystycznej IT. A więc do roboty, pokażmy na co nas stać! Niestety, dotykowy ekran pod moimi paluszkami pozostaje czarny jak smoła, nie żyje i żyć nie będzie. Niedobrze. Próbuję dostać się do urzędu miasta, zamknięte, jest przecież długi weekend. Zaczynam kombinować, otwieram folder i na stronie z adresami wyszukuję numer telefonu do urzędu pocztowego. Nikt się nie zgłasza. Próbuję do urzędu gminy, starostwa powiatowego, nie chcę niepokoić policji głupimi pytaniami... Zgłasza się kolejny numer - informacja PKS. Proszę o pomoc i w 11. sekundzie sympatyczny dyspozytor podaje nam numer do Cresovii. Na nic nasze wysiłki. Organizator anuluje na mecie to pytanie. Szkoda... :-) Zwiedzamy pospiesznie synagogę, dom talmudyczny, rynek. Pędzimy jeszcze zobaczyć sfinksy strzegące dawnej bramy wjazdowej do pałacu ks. Anny Jabłonowskiej i z językami na brodzie wpadamy na dziedziniec dawnego klasztoru o. Misjonarzy. Obecnie w budynkach mieści się Ośrodek Pomocy Społecznej. Zapisujemy odpowiedź na pytanie, bo już czeka ostatni zabytkowy, barokowy kościół p.w. WNMP. W ostatniej minucie oddajemy kartę Arturowi i marzymy o łyku wody...


Dawny klasztor o. Misjonarzy

Kościół w Siemiatyczach

Cmentarz wielowyznaniowy w Siemiatyczach



powrót do strony głównej dalej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła