Arjano Navi Team - Rzeszów
Odcinek III, klima w aucie walczy z upałem. Dzieciaki z tyłu, zmordowane szybkim spacerem po Siemiatyczach zasypiają. Bożka pilotuje mnie od skrzyżowania do skrzyżowania precyzyjnie podając namiary. Kilometraż zgadza nam się tym razem z dokładnością do 100 m. Ja wysiadam w miejscach, gdzie należy znaleźć odpowiedzi na pytania turystyczne, rozpoznaję obiekty i podaję Bożce, aby wpisała do karty drogowej. Każdy z zabytków jest dokładnie przez nas penetrowany i opisywany. Spodziewamy się w kolejnych testach pytań z trasy. Niestety, organizator tym razem ograniczył się do informacji zawartych w materiałach drukowanych, które otrzymały załogi.

Na kolejnym skrzyżowaniu napotykamy grafitowego seata ibizę jednego z zawodników. Kierowca pyta, co oznacza zapis w itinererze: "D 0"? Odpowiadamy, że "jedź prosto przed siebie" i seat rusza z piskiem opon. Na trasie rajdu zlokalizowane są punkty PKP, czyli Punkty Kontroli Przejazdu, obsługiwane sprawnie przez ekipę organizatora. Chłopaki niezwykle profesjonalnie wyglądają w odblaskowych, żółto-zielonych kamizelkach. Punkt oznaczony tablicami strefowymi, na poboczu zaparkowane auto. Wypadając z zakrętu na taką ekipę odnosi się wrażenie, że to patrol policji zaczaił się na piratów drogowych. Noga odruchowo schodzi z gazu, pot występuje na skronie... Nie! To nasi! Szybkie wbicie pieczątki do karty drogowej i jedziemy dalej. PKP-owcy mają też niezły ubaw. Stoją na bocznych drogach i sieją postrach wśród przypadkowych kierowców. Pasażer Żuka w oka mgnieniu zapina pasy, wszyscy zwalniają, traktorzysta o słabych nerwach ucieka w las... :-)


Kilometry odcinka narastają. 6,70 - "na krzyżu w lewo"; 12,90 - "prosto na skrzyżowaniu z dochodzącą z prawej, od tyłu w skos". Nagle Bożka czyta: "Na 134 kilometrze i 100 metrach prosto". Hmmm, szybko zleciało... Nie, to tylko błąd edycyjny w itinererze. Powinno być 13,10 km. Wreszcie skręt do osławionej Romanówki. Jest 14:33. Na PKC-u otrzymujemy zestaw pytań turystycznych. Pytania są tzw. "otwarte", przyzwyczajeni jesteśmy do testu wyboru, gdzie podaje się kilka gotowych odpowiedzi. Tu nawet strzelać nie można... :-) Odpowiadamy, że Siemiatycze otrzymały prawa miejskie w 1542 r. i że gen. Maniukin był przywódcą wojsk rosyjskich w bitwie pod Siemiatyczami. Dochodzimy do ostatniego pytania: "Do kogo należał dwór stojący dziś w miejscu Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Bacikach". Dobre pytanie, ależ przebiegły ten komandor. Odpowiedź na nie wisiała w ...korytarzu naszej rajdowej bazy. Brawo dla tych, którzy się tablicą zainteresowali. Mają 20 pkt. mniej. Do szczęśliwców należymy i my. Rodzina Ciecierskich herbu Rawicz to odpowiedź punktowana.

A teraz przyjemna niespodzianka. Zjeżdżamy z PKC-u prosto ku stołom zastawionym jadłem i napitkiem wszelakim. "Pan na Romanówce", notabene Roman serwuje grilowaną kiełbaskę. Obok przypiekają się szaszłyki. Dla niecierpliwych są gotowe kabanosy, świetna sałatka warzywna i owoce. Jakże przyjemnie odpocząć po trudach odcinka. Stoły ocieniają stare drzewa. Zimny sok, zapach dymu ogniska koi nerwy... Adrenalina na chwilę ustępuje sokom trawiennym...


Nic, co doskonałe nie trwa wiecznie. Już nawołują załogi do samochodów, pora rozwiązać test z przepisów ruchu drogowego i pierwszej pomocy przedlekarskiej. Pytania jak zwykle mocno dają się załogom we znaki. Nie wolno korzystać z kodeksu, a więc wysilamy pamięć i staramy się sobie przypomnieć, co oznaczają dwa na przemian migające sygnały czerwone, co mówi znak "rogatka uszkodzona" i jak zachować się w przypadku silnego krwawienia z nosa. Głowę pochylić zawsze do przodu, to ważne! Zimne okłady na nos i szyję i wezwanie pomocy, gdy krwotok trwa długo i nie ustępuje - to właściwe zachowania.

Po teście ani chwili wytchnienia, pora rozpocząć próbę sprawności kierowania pojazdem. Próba niezwykła, bo przeprowadzana na trawie. Z boku łąki leniwie przypatruje się zawodnikom stadko krów, komentując ruchem żuchw co lepsze wyniki. Przychodzi nasza kolej. 3-2-1-start! Ruszam powoli, aby nie zerwać przyczepności kół na wyślizganej trawie. Samochód nabiera prędkości. Teraz wjazd tyłem do bocznego garażu. Mijam garaż, wrzucam wsteczny i próbuję zmieścić się pomiędzy słupkami. Sędzia podnosi rękę w górę, garaż zaliczony! Teraz przez bramkę i do garażu przodem. Zaliczam, znowu wsteczny i kolejna bramka. Napadam drugi garaż tyłem. Teraz tylko nawrót na bramce i do mety. Próbuję efektownie nawrócić na ręcznym. Focus składa się posłusznie w boczny ślizg. Wystarczy, teraz do przodu. Gnaj! Pełny gaz. A auto stoi... Strzałka obrotomierz idzie uparcie ku górze, a auto jak przymurowane. Odpuszczam czym prędzej gaz i powoli wyczłapuję się z błotka... Ale ślisko. Teraz najważniejsze, nie przejechać linii mety. ABS wali jak karabin maszynowy, pomagam mu ręcznym i auto zatrzymuje się z linią między kołami. 53 s. O 1,8 s gorzej od najlepszego w klasie. Żałuję, że nie jedziemy hondzią, ciekawe, co ona by pokazała.





Odcinek IV: Romanówka - Mielnik. To jest jazda! Drogi szutrowe, puste, równe jak stół. Napawam się prędkością, dzieciaki piszczą podziwiając pióropusz kurzu unoszący się za nami. Dobrze, że nikt za nami nie jedzie, miałby się z pyszna... Droga biegnie polami, lasami leśnictwa Nurzec, nie widać żadnych zabudowań i śladu człowieka. Na odcinku proste pytania, do rozwiązania z auta. Dzieciaki prześcigają się w odpowiedziach. Miłosz złapał chyba bakcyla turystyki, interesuje go wszystko, chłonie świat całym sobą. Agnieszka na razie wybiera drzemkę, choć i ona chce być przydatna. Jej zadanie to szukanie tablic i PKP-ów. Mamy więc raportowaną każdą tabliczkę od "Miód z własnej pasieki", przez nazwy miejscowości, po "trójkącik z dzióbkiem w dół"... Agnieszka próbuje wraz z bratem układać literki PKP-ów w słowa. "Mama, co ma wyjść? Chyba nie jedziemy dobrze... RO-RA-MI NU-BO-RA? Bez sensu!". :-) Ale zabawa!

W świetnych humorach dojeżdżamy do kopalni kredy. Droga biała, krzaki białe, ford biały. Ściana kredy wysokości kilkunastu metrów robi na nas wrażenie. Choć na zawodnikach z Chełma zapewne nie aż takie. "Phi! Większą mamy u nas". W odkrywkowej kopalni znaleźć można bez trudu skamieliny muszli z okresu notabene kredowego. Zakurzeni i oblepieni kredowym pyłem wtaczamy się do Mielnika. Przed nami jedno z ostatnich pytań odcinka: "Komu poświęcony jest pomnik stojący przed budynkiem Straży Pożarnej"? Wyskakujemy z auta. Bożka przepisuje inskrypcję z pomnika: "Pamięci tych, którzy tworzyli i kontynuowali chlubne tradycje Mielnickiej Ochotniczej Straży Pożarnej", ja oglądam zabytkowy wóz - sikawkę, także zwracam uwagę na pomalowaną na obłędne kolory rzeźbę św. Floriana. Pod rzeźbą widnieje tabliczka z tekstem, jakże "natchnionego poety". Trzeba dobrze się wczytać, kilka razy, aby załapać o co chodzi... Ania , z zawziętą miną przpisuje cały tekst! Ale twarda :-) Generalnie z tablicy dowiadujemy się, że mieszkańcy strażakom poświęcają pomnik z ich patronem. Oj, namiesza to pytanie na mecie, namiesza...


Znajdujemy w itinererze dwa pytania nr 11. Krótka konsternacja i przerabiamy szybko jedno z nich na nr 12. Odpowiedź na pytanie wymaga wspięcia się na szczyt góry-kopca usypanego sztucznie ponad 80 m nad lustrem Bugu. Dajemy szansę Miłoszowi na wykazanie się, hołdując swemu lenistwu. Młody wyposażony w kartkę i długopis ma dotrzeć do punktu wysokościowego i przepisać znajdujące się na nim dwie litery oznaczające ten znak. Wspinaczka trwa krótko, za moment zziajany Miłosz przynosi dumne AG. To Twoje 20 punktów, synku, mniej ! My w tym czasie oglądamy ruiny XV wiecznego kościoła św. Mikołaja. Spadamy w dół, ku rzece, PKC-4 zlokalizowany jest przy stadionie, położnym pięknie nad Bugiem. Stadion ma naturalne trybuny ze zbocza góry, murawa zieleni się mimo upału soczystą barwą. Oddajemy dokumenty, krótka przerwa. Artur dwoi się i troi chcąc obsłużyć szybko załogi. Oczekujemy na swoją kolejkę startu do ostatniego odcinka. Nie wiem czemu podjeżdżam na PKC-4 od przeciwnej strony, tablice widzę od tyłu. Startuję tak, jak załogi przed nami, papiery w rękę i nazad pod górę drogą, którą przyjechałem. Nie zastanawiam się nawet dlaczego, zmęczenie? Marcin z Magdą jadący z numerem 2 jadą jako pierwsza załoga. Marcin, wytrawny nawigator startuje jako pierwsza załoga. Podjeżdża na PKC prawidłowo, bierze papiery i rusza drogą nad Bugiem. Odmierza namiar 3,1 km i szuka "zabytku pod numerem 139". Droga, ulica Biała dochodzi po pewnym czasie do głównej Brzeskiej w środku Mielnika. Namiary jednak się nie zgadzają. Dużo wody upłynie w Bugu, zanim załoga wróci na tory rajdu...



My zerujemy licznik, wspinamy się autem drogą zamkową i odmierzamy odległość do kolejnego zadania. "Jaki zabytek kryje się pod numerem 139"? Obiekt ma być zlokalizowany na 3,1 km od startu. Jedziemy przez Mielnik i spotykamy kilka załóg, które kręcą się po drodze, zawracają, namiętnie szukają zabytku. Nasz licznik wskazuje już 2,5 km i w tym momencie wyjeżdżamy z Mielnika i suniemy pustym polem i łąkami. Przecież tu nic nie ma, żadnych budowli, więc kontynuujemy namierzanie. Dojeżdżamy do jakiś zabudowań, ale pierwszy budynek jest już na 5. kilometrze trasy. Zresztą jego numer to 12. Gdzie tu jeszcze do 139? Decydujemy się wrócić i namierzać jeszcze raz, błąd nie może być aż taki duży. Ponowna jazda, tym razem zatrzymuję się precyzyjnie na 3100 m od startu. Wkoło pola, tylko samotna sosna z lewej daje trochę cienia. Nagle kątem oka spostrzegam maleńką tabliczkę na jej korze: "Pomnik przyrody prawem chroniony". A więc jest nasz "zabytek". Podjeżdżamy bliżej, na małym, metalowym znaczku widnieje numer, który raczej przypomina 134 niż 139. Chociaż kto wie, czy draśnięcie to fragment dziewiątki ?

Pokonujemy kolejne kilometry trasy. Nawigujemy teraz po mapie. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie widać budowę jakiegoś rurociągu. Rury walają się wkoło, jakieś przepusty i bloki betonu. Pytanie "na czym polega modernizacja rurociągu Przyjaźni"? Rurki te widzieliśmy już pierwszego dnia w okolicach Drohiczyna, nie przypuszczaliśmy, że to ów słynny rurociąg. Wyobrażałem go sobie znacznie większym i poważniejszym :-)

| wstecz | dalej |
Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła