Arjano Navi Team - Rzeszów

Dojeżdżamy do nie lada atrakcji na trasie - św. Góry Grabarki. Tu mamy 20 minut na zwiedzenie cerkwi i napicie się wody ze źródła słynącego cudami. Cudowne, nie cudowne, ważne, że zimna, krystalicznie czysta woda chłodzi rozgrzanych zawodników. Pijemy chciwie, pompując wciąż na nowo i napełniając butelki na zapas.

Żródełko pod górą Grabarką

Krzyże wokół cerkwi

Spalony krzyż

Św. Góra Grabarka to najważniejsze sanktuarium prawosławne na terenie Polski. Jej historia tonie w mrokach przeszłości zahaczając najpewniej o XIII w. W 1710 r Grabarka zasłynęła z cudu, jaki miał miejsce podczas morowego powietrza, epidemii cholery, która dziesiątkowało ludność Podlasia. W tym czasie pewnemu człowiekowi zostało objawione, że uratować się można tylko w lesie, na górze Grabarce. Po przybyciu wiernych i ustawieniu krzyża z błagalnymi modlitwami nastąpił cud - ludzie zaczęli zdrowieć i nikt więcej nie umarł. Na wieść o tym na górę przybywali mieszkańcy okolicy. Ocaleni wznieśli na szczycie drewnianą kaplicę. Od 1947 r znajduje się tu siedziba monasteru, prawosławnego, żeńskiego klasztoru św. św. Marii i Marty. W 1990 r. cerkiew Przemienienia Pańskiego czyli Spasa Izbawnika została obrabowana i podpalona przez Jana Sobieskiego - "nie króla", lecz mieszkańca pobliskiej wsi. Na miejscu starej cerkwi wybudowano nową, lecz oglądając drewniane krzyże, można dostrzec ślady jęzorów ognia, które strawiły zabytek.

Co jest charakterystycznego w sosnach?

Cerkiew Przemienienia Pańskiego na św. Górze Grabarce

Na Górę Grabarkę wierni co roku przynoszą setki krzyży, które umieszczają w okolicznych drzewach i wokół cerkwi. Szacuje się, że dzisiaj jest ich tam ok. 7000. Nie zrozumieliśmy dokładnie zadania do wykonania w Grabarce. "Co jest osobliwego w sosnach rosnących wokół cerkwi?" "W sosnach" odczytaliśmy jako "pomiędzy sosnami", odpowiedzieliśmy więc, że tysiące pątniczych, dziękczynnych krzyży. Organizatorowi chodziło bardziej o charakter sosen i ich właściwości, więc prawidłową odpowiedzią było, że "są pochylone w kierunku cerkwi". Hmmm :-)

Cudowne źródełko

Gasimy pragnienie

Z Grabarki kilka prostych manewrów i jesteśmy na drodze prowadzącej do Siemiatycz. Przed nami znany samochód. To samotnie trasę pokonuje Krzysztof - obserwator z ramienia PZM-otu. Nie spieszymy się, mamy jeszcze kilkanaście minut czasu. Tuż przed Bacikami strzałka wyrzuca z głównej trasy. Przejeżdżamy za daleko, namiar nam się nie udał, widzimy, że jesteśmy już na następnym skrzyżowaniu. Zawracamy, odmierzamy z mapy odległość i bez trudu znajdujemy piaskową drogę. Teraz tylko rozwiązać ostatnie zadanie, znaleźć krzyż- pomnik i do mety! Za mostkiem w Bacikach Średnich napotykamy ostatni PKP. Obsługująca go załoga narzeka na znużenie i ból w nogach... Dlaczego w nogach ? :-) Napracowały się chłopaki, tyle godzin na drodze.

Ostatnie zadanie turystyczne

Do mety mamy jeszcze 11 minut. Prezes Jan osobiście odbiera przed bramą karty drogowe. Informuje, że możemy wjechać na metę wcześniej. Wiemy o tym, lecz chcemy wykorzystać ostatnie minuty na przejrzenie i uporządkowanie papierów - jeszcze został ostatni test turystyczny. Mimo zachęt obsługi wycofujemy do cienia i czytamy o Grabarce, Mielniku i obiektach z trasy. 3 minuty przed końcem czasu wtaczamy się na metę i oddajemy papiery. Ostatni test z wiedzy o regionie, jego historii, przyrodzie. Odpowiadamy, że szerokość doliny Bugu w okolicach Mielnika wynosi tylko 1,3 km oraz, że aż 60 % powierzchni gminy zajmują lasy. Mamy kłopot z podaniem daty Unii Mielnickiej. Znamy tylko rok: 1501. Wertujemy foldery, materiały otrzymane od organizatora, niestety, w nerwach nie jesteśmy w stanie odnaleźć daty wydarzenia. Zbliża się 10 minuta, musimy oddać test. Bożka biegnie na METĘ i wręcza wypełnioną kartę. W tym momencie znajduję pełną datę Unii - za późno...

To już jest koniec...

I po rajdzie...

Rajd się skończył, teraz odświeżyć się, przebrać, bo niebawem kolacja. Organizator wywiesza wzorcowe odpowiedzi testów i przejazdów. Znajdujemy w naszych odpowiedziach kilka błędów, oj nie byliśmy uważni... Popracować też powinniśmy nad przepisami BRD. Umyka nam gdzieś jedna tablica "Li" na wylocie z miejscowości. Podobno stała w okolicach tartaku, cieszymy się, że chociaż jedną, małą, pożółkłą wjazdową udało się nam znaleźć. Na tablicy brak zerowego przejazdu odcinka IV. Organizatorzy zapraszają na kolację. Załogi cisną się w dusznej sali, ale ogrom przygotowanego picia i jadła poprawia nastrój. Po zaspokojeniu głodu wychodzimy odetchnąć świeżym powietrzem, na ścianie pojawiają się prowizoryczne wyniki, bez określenia miejsc załóg w rajdzie. Jest też zerowy przejazd IV odcinka. Przeglądamy poprawne odpowiedzi. W oczy rzuca się nam niezgodność jaką mamy przy określeniu "Komu poświecony jest pomnik przed remizą w Mielniku?". Wg organizatora św. Florianowi. Hmmm, dziwi nas trochę ta odpowiedź. Przeglądamy materiały, nasze zapiski i zrobione zdjęcia. Na fotkach przed remizą widać dwa pomniki. A może jeden z nich jest obeliskiem a drugi figurą świętego? :-) Brak niestety precyzyjnej definicji monumentów. Pytanie niezbyt jednoznaczne. Kilka załóg zaczyna również się burzyć, że "pomnik nie był obeliskiem", "a czy św. Florianowi stawia się pomniki", "czemu św. Florian, skoro na obu tablicach z tekstu wynika, że upamiętniają strażaków". Postanawiamy udać się do biura organizatora i sprawę wyjaśnić. Krótko dyskutujemy na temat definicji pomnika i obelisku, ale żadna ze stron nie ma 100 % pewności, że właśnie jej definicja jest bezbłędna. Nie chcąc psuć atmosfery zostawiamy decyzję do rozstrzygnięcia prezesowi i wychodzimy z biura. Kolejne załogi przyjmowane są z uwagami. Nie z protestami, gdyż te formalnie powinny być zgłaszane na piśmie po wpłaceniu wadium. Przyznam, że w swojej wieloletniej karierze zawodniczej widziałem to tylko raz, a i tak wolałbym tamten rajd zapomnieć... Organizator stara się jak może, aby każdy został wysłuchany. Pojawia się uwaga, że próba SZ nie została rozbita na klasy wg wielkości samochodów, choć w zgłoszeniu zawodnicy deklarowali przynależność do klas. Po chwili otrzymujemy informację, że nasza uwaga o Florianie zostaje oddalona, nie ze względu na rozbieżności interpretacyjne, lecz z powodu ...upływu czasu przeznaczonego na składanie wyjaśnień. To mocno wzburza część załóg. Atmosfera robi się nieszczególna, wg nas czas jeszcze nie minął. Kolacja pokrzyżowała szyki zarówno organizatorom jak i zawodnikom, wzorcówka IV odcinka została wywieszona bardzo późno. Organizatorzy chcąc rozwiązać sprawę formalnie i honorowo decydują się na regulaminowe powołanie komisji, która zadecyduje, co z tym fantem zrobić. W jej skład wchodzą wylosowani przedstawiciele kierowników ekip. Zdania są mocno podzielone, część opowiada się za uznaniem obu odpowiedzi za poprawne lub anulowaniu pytania. Głosujemy. Większością głosów pytanie zostaje anulowane.

Nagrody honorowe

Biuro rusza pełną parą, aby możliwie szybko podać wyniki rajdu. Praca idzie sprawnie, po chwili wyniki zostają wywieszone. Zwycięzcą rajdu jest bezkonkurencyjny Jacek z Zagłębia, który jechał w tym rajdzie z Przemkiem. Jacek od lat plasuje się w czołówce zawodników, wiele razy stawał na mistrzowskim podium. Zawsze jedzie precyzyjnie i dokładnie, a jego niebieski wóz rozpoznawalny jest z daleka. Jacek ostatnio mniej, bo być może dla kamuflażu zapuścił wąsy :-). Nowe wąsy ozdobiły także Krzyśka - kolegę Jacka z Automobilklubu Mysłowickiego. Może by tak zapuścić? Chyba, że mają wpisaną konieczność posiadania w sezonie 2005 r wąsów w statucie Klubu :-) Na trzecim miejscu plasuje się załoga warszawska: Kaśka i Jarek z MAK-u, którzy rajd odbyli pięknym mercedesem coupe. Żałujemy, że nie mogliśmy podziwiać bączków mocnego, tylnonapędowego "mesia" na trawiastej próbie SZ w Romanówce. Miejsce czwarte zajęli przełamujący prawo serii ("Ciągle drugie!") Marcin i Magda z Automobilklubu Rzeszowskiego. Załoga byłaby zapewne bardziej szczęśliwa, gdyby przełamanie odbyło się w jedynie słuszną stronę:-). A więc drżyjcie załoganci na kolejnych imprezach. Marcin będzie coś przełamywał... Na miejscu piątym "twarda, a nie miętka" załoga z Automobilklubu Chełmskiego: Janusz z Anią. Pierwszą szóstkę zamyka Ania i Grzesiek również z Chełma. Nam udało się zakończyć rajd na miejscu II. Dzieciaki zapowiadają już chęć udziału w kolejnej imprezie. Za miesiąc kolejna runda mistrzostw - rajd "Pływadło" w Kędzierzynie - Koźlu. W rajdzie wystartowały łącznie 22 załogi.

jazda maluchem WRC po browar

Pora umyć szybki...i do domu!

Rozpoczyna się uroczysta kolacja podczas której wręczone zostają załogom puchary. Prezes Klubu dziękuje organizatorom, komandorowi, obsłudze PKP-ów, PKC-ów i próby SZ, także obserwatorowi PZM, personelowi z Bacików i oczywiście zawodnikom, którzy tak licznie stawili się na starcie rajdu. Liczne toasty za zdrowie "wszystkich i każdego z osobna" trwają do późna w nocy. Część załóg rozjeżdża się do domów, pozostają nocujący w ośrodku.

Uroczysta kolacja

Zakończenie imprezy

Poznajemy bliżej fajnych gości, rozmowy przy kiszce ziemniaczanej trwają długo... Żółwik i Wojtek "Chudy" wznoszą toasty. A więc powtórzmy: "Za spotkanie w przyszłym roku na gościnnej ziemi siemiatyckiej!"

Drodzy Organizatorzy, bardzo dziękujemy Wam za wysiłek i za podjęcie próby zorganizowania rundy Mistrzostw Polski. Warto było! Drzemie w Was wielki potencjał a zaangażowanie członków klubów i organizatorów przy imprezie było bardzo widoczne.

Warto strzec jedynie jednoznaczności pytań, które może bardziej urozmaicić i lekko utrudnić ? Dołożyć pytania z trasy, z oglądanych obiektów i przede wszystkim zwiększyć ich ilość. W końcu to są Mistrzostwa Polski :-) Im trudniej znaleźć prawidłową odpowiedź - tym frajda większa!

Do zobaczenia na następnej imprezie, dziękujemy autorom trasy za dobrą zabawę, organizatorom za wspaniałą gościnę, profesjonalną obsługę, współzawodnikom za fair play i miło spędzone chwile. Co złego to nie my...:-)




Księżyc wszedł na nocne niebo, załogi udały się na spoczynek, w kuchni pozostały resztki ziemniaczanej kiszki, komary wyleciały na żer i tylko Bug mozolnie toczył swe ciemne wody ku Wiśle...



zobacz wyniki rajdu



wstecz powrót do strony głównej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła